Spółka komandytowo-akcyjna – czemu może służyć, po co ją zakładać?

businessman-holding-tablet-showing-growing-virtual-hologram-statistics-graph-chart-with-arrow-up

Spółka komandytowo-akcyjna pojawiła się w polskim prawie z początkiem 2001 roku wraz z wejściem w życie obecnie obowiązującego kodeksu spółek handlowych. Nie znało jej przedwojenne prawo handlowe, tj. prawo akcyjne z 1928 roku, ustawa o spółce z o.o. z 1933 roku czy kodeks handlowy z 1934 roku. Aż do chwili obecnej nie była to forma prawna szczególnie popularna. Ten stan rzeczy nagle zmienił się z początkiem bieżącego roku ze względu na ewentualne możliwości, jakie stwarza ona na gruncie prawa daninowego. Pojawił się zalew artykułów, wpisów na blogach etc. dotyczący tej spółki handlowej. Można z nich dowiedzieć się, lepiej czy gorzej, o ww. korzyściach podatkowych, zaczerpnąć podstawowych informacji o spółce komandytowo-akcyjnej, jej korzyściach i wadach, a także jak spółkę taką założyć, w tym które z urzędowych formularzy powinien obejmować wniosek o jej rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Czy jednoosobowe spółki komandytowo- akcyjne są dopuszczalne na gruncie kodeksu spółek handlowych?

Jednym z ciekawszych zagadnień obecnie dyskutowanych jest dopuszczalność tworzenia jednoosobowych spółek komandytowo-akcyjnych, tj. takich, w których jedynym komplementariuszem i jedynym akcjonariuszem jest ta sama osoba. W zasadzie pozostaje ono bez rozstrzygnięcia, wskazuje się bowiem, że kwestia jest sporna i na gruncie kodeksu spółek handlowych nie sposób dojść do jednoznacznych wniosków. Są też autorzy przyjmujący bez głębszego uzasadnienia, że taka możliwość istnieje. Do kwestii tej powrócimy poniżej.

Najpierw zaś odnotujmy, że we wspomnianej błyskawicznej literaturze wydaje się gubić sama istota spółki komandytowo-akcyjnej, łączącej w sobie cechy spółek handlowych kapitałowych i osobowych, a konkretnie spółki akcyjnej i komandytowej. Bez odpowiedzi pozostaje więc pytanie, w jakim celu tworzy się takie spółki, ergo jakie korzyści, poza wyłącznie podatkowymi, i w jakich sytuacjach można dzięki tej formie prawnej osiągnąć, których nie można by osiągnąć tworząc przykładowo spółkę akcyjną albo komandytową.

Spółka komandytowo-akcyjna łączy w sobie przede wszystkim silną pozycję komplementariuszy, którzy są z zasady wspólnikami-założycielami, prowadzącymi sprawy spółki, reprezentującymi ją i firmującymi, ale i ponoszącymi nieograniczoną odpowiedzialność za jej zobowiązania, z możliwością pozyskiwania kapitału przy pomocy emisji akcji. Władza idzie więc w parze z odpowiedzialnością. Komplementariusze mają istotne możliwości ochrony swojej pozycji – bez ich zgody nie można poszerzyć ich grona, a także pozbawić możliwości reprezentowania spółki (chyba że prawomocnym wyrokiem sądu) czy prowadzenia jej spraw, a jednocześnie podlegają kontroli i nadzorowi akcjonariuszy.

W przeciwieństwie więc do spółek kapitałowych pozycja wspólnika w omawianej spółce nie musi zależeć od wysokości jego wkładu kapitałowego. Taka konstrukcja stwarza też możliwość uczestniczenia spółki w strukturach holdingowych jednocześnie zapobiegając jej wrogiemu przejęciu, skoro to nie udział w kapitale zakładowym (ilość głosów w walnym zgromadzeniu) decyduje o tym, kto w niej „rządzi”. Z drugiej strony spółka może we własnym imieniu emitować akcje, czyli poszukiwać dokapitalizowania u drobnych inwestorów pasywnych (także na giełdzie poprzez ofertę publiczną), zapewniając im płynność ich kapitałów, ponieważ akcje są co do zasady łatwo zbywalne. Dzięki temu nie muszą oni, pomimo, że spółka komandytowo-akcyjna jest spółką osobową, dokonywać transakcji przewidzianych w art. 10 ksh, tj. przez zawieranie umów przeniesienia całości praw i obowiązków wspólnika, co jest uzależnione od zastrzeżenia dopuszczalności takiej transakcji w umowie spółki oraz zasadniczo od zgody pozostałych wspólników. Ich prawa są też chronione – w spółce może bowiem działać rada nadzorcza (niekiedy jest ona obligatoryjna), przy czym jest to organ zastrzeżony dla akcjonariuszy (jego członkiem nie może być komplementariusz ani jego pracownik). Obowiązkiem rady nadzorczej jest „patrzeć na ręce” komplementariuszom. W spółce komandytowo-akcyjnej działa także walne zgromadzenie, które dokonuje corocznego rozliczenia działalności spółki kierowanej przez komplementariuszy.

Taka kompozycja cech stwarza omawianej spółce warunki do prowadzenia przedsiębiorstw rodzinnych, w tym takich, które zdążyły utrwalić swoją pozycję na rynku, bądź też innych, których pozycja rynkowa jest oparta na dokonaniach konkretnych osób stanowiących magnes dla inwestorów pasywnych, gotowych ze względu na nie powierzyć swoje kapitały spółce.

O tych możliwościach spółki komandytowo-akcyjnej należy pamiętać także w sytuacji, gdy wybór pada na nią, jak to często może dziać się obecnie na fali renesansu tej formy prawnej, wyłącznie, a przynajmniej przede wszystkim, ze względu na spodziewane korzyści podatkowe. W tym kontekście powracamy najpierw do zagadnienia już wyżej odnotowanego, a mianowicie możliwości stworzenia jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej, rozumianej w ten sposób, że jedyny jej komplementariusz jest zarazem jej jedynym akcjonariuszem, celem prowadzenia w takiej formie jednoosobowej działalności gospodarczej.

U progu XXI wieku przybliżający polskim prawnikom ten typ spółki A. Szumański (Spółka komandytowo-akcyjna, Przegląd Prawa Handlowego 4/1998) odnotował, że zarówno w prawie niemieckim jak i francuskim nie przewidziano niedopuszczalności sytuacji, w której komplementariusz jest jednocześnie akcjonariuszem, natomiast w prawie włoskim był to nawet obowiązek (tamże, s. 19 i 21). Z tego zatem punktu widzenia można przyjąć, że również polski model tej spółki (będący implementacją modelu niemiecko-francuskiego) możliwość taką dopuszcza, i to nawet niekoniecznie milcząco. Wszak w art. 145 § 2 ksh wyraźnie powiedziano, że prawo uczestniczenia w walnym zgromadzeniu ma komplementariusz także w przypadku, gdy nie jest akcjonariuszem spółki komandytowo-akcyjnej. Wynika stąd wyraźnie, że komplementariusz może być akcjonariuszem. Potwierdza to także brzmienie § 4 powołanego artykułu, zgodnie z którym każda akcja objęta lub nabyta przez komplementariusza daje prawo do jednego głosu.

Nie wydaje się zatem, by kwestia, czy komplementariusz może być jednocześnie akcjonariuszem spółki komandytowo-akcyjnej, była sporna. Problemem jednak pozostaje, czy jedyny jej komplementariusz może być jedynym jej akcjonariuszem.

Czy jedyny komplementariusz spółki komandytowo-akcyjnej może być jedynym jej akcjonariuszem?

Można powiedzieć, że skoro spółki osobowe zostały wyposażone w zdolność prawną (art. 8 ksh), to dla ich bytu nie ma znaczenia, ilu wspólników ich tworzy. Jednak nie jest to pogląd trafny. Substratem spółek osobowych są osoby ich wspólników (dlatego nazywają się „osobowe”), a nie kapitał (jak spółka z o.o. czy akcyjna, nazywane „kapitałowymi”), więc nie sposób przyjąć, że spółka osobowa może mieć tylko jednego wspólnika. Przepisy o spółce jawnej, podstawowej formie wszystkich handlowych spółek osobowych (na regulacji tej spółki pośrednio opiera się także regulacja spółki komandytowo-akcyjnej – przez podwójne odesłanie: do przepisów o spółce komandytowej, która z kolei odsyła do przepisów o spółce jawnej) przewidują ustanie członkostwa jednego z dwóch wspólników jako podstawę rozwiązania spółki. W takiej sytuacji dochodzi do swoistego „przekształcenia” spółki jawnej dwuosobowej w przedsiębiorcę jednoosobowego (A. Kidyba, komentarz do art. 66 ksh, Lex). Tak czy inaczej, chodzi tu o wynik dość skomplikowanej rekonstrukcji norm prawnych. W braku możliwości dokonania wykładni gramatyczno-logicznej jest to wynik wykładni celowościowej, czyli rozumowania na podstawie nie tyle brzmienia przepisów prawa, co domniemanych celów ustawodawcy. Czy może on wpływać negatywnie na określone wybory przedsiębiorcy, których prawo wyraźnie nie zabrania? W sukurs przychodzi zasada statuowana przez ustawę – Prawo przedsiębiorców. Zgodnie z jej art. 8 zd. 1, przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa.  

Czy zatem można uznać, że stworzenie jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej jest dozwolone, skoro, jak wyżej ustaliliśmy, ustawa tego wyraźnie nie zabrania?

Dla udzielenia na to pytanie zadowalającej odpowiedzi wydaje się niezbędna uprzednia analiza celu, dla którego taka spółka miałaby zostać stworzona. I tu wracamy do początku. O ile bowiem jedynym bądź tylko głównym celem miałyby być korzyści podatkowe, skoro przecież chodzi nam o prowadzenie działalności gospodarczej jednoosobowej nie wymagającej tworzenia jakiejkolwiek spółki, a jedynie wpisu do ewidencji działalności gospodarczej, wypada zadać sobie pytanie, czy taki cel jest zgodny z prawem, a więc czy nie „zakazują go przepisy prawa”. Otóż zgodnie z art. 119a § 1 ordynacji podatkowej czynność nie skutkuje osiągnięciem korzyści podatkowej, jeżeli osiągnięcie tej korzyści, sprzecznej w danych okolicznościach z przedmiotem lub celem ustawy podatkowej lub jej przepisu, było głównym lub jednym z głównych celów jej dokonania, a sposób działania był sztuczny (unikanie opodatkowania). W przekładzie na język mniej skomplikowany może oznaczać, że organ podatkowy może pozbawić przedsiębiorcę owej korzyści podatkowej stanowiącej sens czynności, dla których trudno znaleźć gospodarcze uzasadnienie inne niż obniżenie obciążeń podatkowych.

Zakazu zatem wprawdzie nie ma, ale, Drogi Podatniku, celu nie osiągniesz, bo zostaniesz pozbawiony korzyści osiągniętej „w sposób sztuczny”.

Co zatem robić? Jak zwykle, podejść do omawianej kwestii ostrożnie. Jeżeli zakładać „jednoosobową” spółkę komandytowo-akcyjną, czynić to po głębszym przemyśleniu celów i sposobów działania na rynku, a przynajmniej po przygotowaniu wiarygodnego dostosowania formy prawnej do (planowanego) modelu biznesu, zgodnie z którym o wyborze tej formy prawnej nie decyduje wyłącznie chęć obniżenia podatków. Można się bowiem spodziewać, że o ile korzystanie z przewag podatkowych spółki komandytowo-akcyjnej stanie się powszechne (na co obecnie wydaje się zanosić), organy podatkowe wypracują sposób przeciwdziałania. Skądinąd problemu „jednoosobowości” spółki komandytowo-akcyjnej można uniknąć w dość prosty sposób – pozyskując drugiego wspólnika, którym w ostateczności może być spółka kapitałowa (choćby założona przez drugiego wspólnika spółki komandytowo-akcyjnej). Model działania nieco wówczas się komplikuje, niemniej być może warto to rozważyć dla uniknięcia poważniejszych komplikacji.

A czy i na ile powołana norma ustawy podatkowej wytrzyma kontrolę konstytucyjną, okaże się zapewne dopiero wówczas, gdy Trybunał Konstytucyjny stanie się ponownie ciałem orzeczniczym niezależnym od innych władz. Dla ilustracji problemu warto przytoczyć fragment glosy K. Zagrobelnego do wyroku NSA w sprawie I SA/Gd 2036/97 opublikowanej w OSP 2001/10: „Optymalizacja podatkowa to przecież pojęcie nie ze sfery czarnej czy szarej strefy, lecz działanie roztropnych i rozważnych osób, ponieważ trudno przyjmować, by ktoś, mogąc płacić mniej, płacił więcej. By odrzucić ewentualne zastrzeżenie, iż nie jest to właściwe ujmowanie zagadnienia, warto odwołać się do słów wypowiedzianych przez amerykańskiego sędziego L. Handa: „Bez przerwy sądy powtarzają, że nie ma nic złego w takim układaniu swoich spraw, aby utrzymywać obciążenia podatkowe na tak niskim poziomie, jak to tylko możliwe. Każdy tak robi – bogaty i biedny, i wszyscy oni postępują właściwie, gdyż nikt nie ma publicznego obowiązku płacić więcej niż wymaga od niego prawo: podatki są przymusem, a nie dobrowolnym świadczeniem. Domagać się więcej w imię wartości moralnych jest zwykłą obłudą”.

Piotr Orlik, radca prawny
piotrorlik@o2.pl
691 357 454

Udostępnij: